GKS Katowice wrócił na własne podwórko po czwartkowym wieczorze i znów świętuje


GKS Katowice musiał wychłodzić swoje emocje po czwartkowej rywalizacji i przygotować się do ligowej rzeczywistości.

2 sierpnia 2026 GKS Katowice wrócił na własne podwórko po czwartkowym wieczorze i znów świętuje
Wiktor Cyran

GKS Katowice podejmował na własnym stadionie Radomiak Radom w drugiej kolejce PKO BP Ekstraklasy. To spotkanie zamykało niedzielne zmagania w naszej lidze i stanowiło ciąg dalszy emocji przy Nowej Bukowej. Goście mieli mnóstwo czasu, aby przygotować się do tego meczu. Piłkarze Rafała Góraka nie zdążyli dobrze wymazać odwrócenia losów rywalizacji z MSK Żyliną i musieli pilnować ligowych punktów.


Udostępnij na Udostępnij na

Odmienne bieguny

GKS Katowice nie zatrzymuje się na początku nowego sezonu z racji gry w kwalifikacjach do Ligi Konferencji. Starcie z Radomiakiem Radom było czwartym pojedynkiem od 23 lipca. Natomiast przyjezdni wybiegli razem z Wieczystą Kraków jako pierwsi w tym sezonie na boiska PKO BP Ekstraklasy 24 dnia poprzedniego miesiąca. Nie możemy pominąć aspektu czasu pomimo początkowej fazy sezonu, ponieważ ta różnica jest kolosalna.

Jednak Rafał Górak nie dał odpocząć swoim podstawowym graczom względem czwartkowej wygranej, lecz wyróżnił zmienników. Mateusz Wdowiak i Ilja Shkurin, którzy zagwarantowali awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji, znaleźli się w pierwszej jedenastce. Pau Resta okazał się trzecią nową twarzą, lecz nie możemy mowić o wielkiej niespodziance. Hiszpan zagrał w przegranej potyczce przeciwko Wiśle Kraków.

Tomasz Kaczmarek miał mnóstwo czasu, aby przyjrzeć się dyspozycji swoich graczy. 41-latek wymienił jedno ogniwo względem triumfu 2:1 na stadionie im. Braci Czachorów. Roberto Alves, którego zabrakło w kadrze meczowej, został zastąpiony przez Christosa Donisa. Szwajcar doznał delikatnego urazu i dlatego został pominięty przez swojego szkoleniowca.

Napakowani pewnością siebie

GKS Katowice prezentował się bardzo pewnie od pierwszych minut meczu z Radomiakiem Radom. Gospodarze nie szukali prostych środków w rozprowadzaniu swoich ataków, choć rywal siadł bardzo wysoko z pressingiem. Gracze w fioletowych koszulkach chceli odebrać piłkę na wysokości pola karnego, lecz zawodnicy Rafała Góraka zachowywali spokój. Po pierwszej nawałnicy oglądaliśmy świetne chwile gospodarzy, którzy popełnili jeden błąd. Uczestnik kwalifikacji do Ligi Konferencji nie udokumentował swojej przewagi golem.

GieKSa miała cztery bardzo dobre okazje do strzelenia bramki od 6 do 15 minuty. Nie wpadły do siatki uderzenia Pau Resty czy Emana Markovicia. Eektowny wolej Erika Jirki sprawił problemy Filipowi Majchrowiczowi, lecz piłka nie wleciała między słupki. Norweg z „15” na plecach był jednem z większych rozczarowań przy Nowej Bukowej, ponieważ Ilja Shkurin powinien mieć dwie możliwości na pokonanie bramkarza. Jednak podania okazywały się bardzo niedokładne i musiał być wściekły Rafał Górak po tych atakach swoich graczy.

Potknięcie

GKS Katowice cofnął się i czekał na swój moment. Gospodarze imponowali płynnością ataków, lecz postanowili inaczej sforsować obronę Radomiaka Radom. Jednak to Tomasz Kaczmarek świętował ze swoimi piłkarzami jako pierwszy w tej rywalizacji. Luquinhas ostrzegł strzałem w 27 minucie, a moment kulminacyjny pierwszej odsłony nadszedł 10 minut później. Rzut z autu zaskoczył GieKSę. Niedokładna próba wybicia Pau Resty przekuła się w asystę przy trafieniu Ibrahima Camary. Gwinejczyk odważył się i pomimo licznych zawodników broniących wpisał się na listę strzelców.

Bez zmian

GKS Katowice i Radomiak Radom stworzyli otwarte i dobre do oglądania spotkanie, a ich trenerzy nie rotowali od razu po przerwie. Nie zmieniło się tempo tej rywalizacji i to cieszyło nasze oczy, ponieważ gospodarze pragnęli doprowadzić do wyrównania tak samo jak przyjezdni do podwyższenia prowadzenia. Bartosz Nowak pomylił się z rzutu wolnego, a Erik Jirka skiksował w polu karnym Filipa Majchrowicza. Jednak futbolówka krążyła od stopy do stopy, jakby piąta ekipa poprzedniego sezonu chciała wpaść z piłką do bramki.

Luquinhas zmarnował kontrę swoim „ni to strzałem ni to podaniem”. Strzelec gola dla Radomiaka Radom wypuścił w szybkim ataku 3 na 3 Jana Grzesika, lecz gwiazda przyjezdnych była na pozycji spalonym w momencie podania.

Mateusz Wdowiak był w „szesnastce” przeciwnika i oddał soczysty strzał, lecz został zablokowany. Wszyscy wyczuli na stadionie, że to jest ta chwila. W 57 minucie podnieśli się z krzesełek wszyscy fani i wydali się najwyższe decybele w ciagu tego meczu. GKS Katowice rozgrzany tym dopingiem rozegrał na bliższy słupek rzut rożny. Arkadiusz Jędrych za pomocą Abdoula Tapsoby doprowadził do wyrównania. Arbitrzy nie anulowani gola, pomimo wideoweryfikacji zapasów w polu karnym.

Nie zmieniło się nastawienie gospodarzy, którzy nie zatrzymali swoich zapędów i szukali sposobu na podobne ukąszenie rywala. Ilja Shkurin przypieczętował awans w dwumeczu z MSK Żyliną i znów złozył się efektownie do kopnięcia, które zamienił na pierwsze ligowe trafienie w tej kampanii.

Wiktor Cyran

Konsekwencja

GKS Katowice emanował nastawieniem, które wzbudzało oczekiwanie na kolejnego gola. Mecz stał się bardziej zacięty i agresywny. Obydwaj trenerzy dokonywali zmian w swoich drużynach, ale one nie zaburzyły boiskowej sytuacji. „Zielono-żółto-czarni” nie planowali głębokiego cofnięcia się i rozpaczliwej chęci utrzymania rezultatu. Ta potyczka traciła swą płynność wraz z upływem czasu, lecz nie martwił ten scenariusz Rafała Góraka. Kolejne zmiany i faule zamieniały się w uciekające chwile. Paweł Gryckiewicz podejmował chwilami decyzje niezrozumiałe głównie dla Rafała Góraka.

Ekipa 53-latka nie doprowadzała Gabriela Kobylaka do wysiłku. Pasja, zrozumienie i jakość piłkarska zatriumfowała przy Nowej Bukowej. Radomiak Radom wyglądał gorzej na tle swojego oponenta praktycznie pod każdym względem. GKS Katowice obrał kurs ku zasłużonym trzem punktom. Okrzyki unosiły gospodarzy do samego końca, bo płynęło nieustanne wsparcie z trybun. Bartosz Nowak zamknął definitywnie temat podziału punktów w tej rywalizacji w doliczonym czasie gry. Tym razem to białoruski snajper asystował ofensywnemu pomocnikowi. Rafał Górak mógł podnieść ręce do góry w geście radości po raz drugi w ciągu kilku dni.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze